"Bazar Różyckiego"
Na Bazar Różyckiego wszyscy się zjeżdzają.
Na wschodzie i zachodzie wszyscy go znają.
Tu wszystko kupić można, można nie,
warszawska atmosfera, każdy o tym wie...(...)
A kiedy szanowny kliencie przekroczysz Rubikon bramy,
nic wierzysz oczom. Tłum ludzi, kolory,kramy.
Wszystko, co dusza zapragnie. Za małe pieniądze,
każda z dam, w szczególności zaspokoi swe żądze.
To co w budkach i na ręchach oko człowieka pieści,
nie oprzesz się jak w bajce, jak w cudownej opowieści.
Sukienka jak z żurnaka prosto z Paryża,
do wybory pod blond włosy, czarne, znajdziesz sobie i ryża.
Spodnie, swetry, spódniczki, piżamy,
przymierzać można na oczach ukochanego lub mamy.
Rzut okiem w lusterko, na boku budki zawieszone.
W oczach zachwyt, koleś po targach wyciąga mamonę
i buli, buli wciąż,
na smutno, jeśli jest to rodzony mąż.(...)
Do wyboru, do koloru każdy sobie wybierze,
to co wydrukowano już dawno i teraz na cierpliwym papierze.
Ludzie kupuja, chcą wiedzieć jak to w kosmosie,
jak dawać lubczyk, jak kochać koleżnake Zosię.
Dobrze, że książki tez tu się sprzedaje,
bo człowiekowi nie tylko garnitur i kiecka w życiu się przydaje.
Niech więć wszystko tak zostanie jak jest,
Warszawo Ty masz gest.
Bazar niech nam dalej służy,
bawi, zaopratruje, oby jak najdłużej,
bo w nim tyle Warszawy zostało,
że chciało by się to wszystko zatrzymać tak jak dawniej bywało.
Tadeusz Szurek
Warszawa, 29 kwietnia 1987
|