Bohdan Jałowiecki

SOCJOLOGICZNE I EKONOMICZNE FUNKCJE BAZARU

Słowo bazar pochodzi z języka perskiego, z którego przeszło do tureckiego i oznacza ogólnie miejsce handlu, chociaż na Bliskim Wschodzie i w krajach Maghrebu używa się raczej pojęcia souk. W językach europejskich słowo bazar ma raczej sens pejoratywny, Guy de Maupassant pisał np. o "bazarowej galanterii" mając na myśli tandetny towar. W wielu językach słowo bazar oznacza bałagan, nieporządek, zaś w Szwajcarii określa bezwartościowy przedmiot. Tak więc pojęcie to nie kojarzy się najlepiej, chociaż z drugiej strony luksusowa galeria handlowa położona w pobliżu paryskiego ratusza nazywa się "Bazar d'Hotel de Ville". Powstała ona prawdopodobnie na miejscu dawnego targowiska. Być może tak też będzie kiedyś w przypadku "Bazaru Różyckiego".
W polskim języku bazar to miejsce stałego handlu, gdzie towar jest rozłożony na straganach lub w budkach w odróżnieniu od targu, który ma charakter periodyczny w rytmie tygodnia czy jarmarku, który odbywa się rzadziej. Są to jednak niuanse bo w istocie, zarówno językowe, jak i rzeczowe różnice są niewielkie.
Handel bazarowy jest jedną z najstarszych form handlu i w iektórych krajach nadal odgrywa dominującą rolę w zaopatrywaniu większości mieszkańców we wszystkie artykuły pierwszej potrzeby: jarzyny, mięso, mąkę, kasze, przyprawy oraz odzież, obuwie, sprzęt gospodarstwa domowego itd. W wielu miastach Północnej Afryki souk jest główną formą dystrybucji. W Agadirze np. zajmuje powierzchnię kilku hektarów, a cała pozostała sieć handlowa w mieście to niewielkie sklepy. Dopiero niedawno na przedmieściach powstał pierwszy hipermarket. W krajach tych, z powodu małej siły nabywczej ludności, supermarkety, a także hipermarkety są na razie relatywnie rzadkie.
Bazary w tych krajach to nie tylko forma handlu, czy folklorystyczna atrakcja dla licznych odwiedzających, ale także instytucja społeczna, a nawet polityczna o dużym znaczeniu. Wystarczy przypomnieć rolę bazaru, a więc techerańskich kupców zagrożonych ofensywą modernizujących kraj elit, w rewolucji islamskiej i obaleniu Szacha. Polski "bazar", do czego jeszcze będzie okazja powrócić, odgrywa także swoistą polityczną rolę.
W Europie bazar rozumiany jako miejsce stałego handlu jest już anachronizmem, z wyjątkiem bazarów, na których sprzedaje się starocie. "Marhe aux puces" przy Porte de Clignancourt w Paryżu jest znanym w całej Europie miesjcem handlu antykami nieraz dużej wartości. Targ ten zaopatruje antykwariuszy w wielu miastach w stare meble i inne przedmioty. Podobne miejsca, chociaż na mniejszą skalę i o gorszym standardzie funkcjonują w Niemczech i innych krajach. Ten wyspecjalizowany handel niszowy ma coraz większą przyszłość.
Filip Moati, profesor ekonomii Uniwersytetu Paryż VII i autor ostatnio opublikowanej pracy o przyszłości handlu stwierdza, że koncepcja masowej dystrybucji standaryzowanych produktów w wielkich hipermarketach charakterystyczna dla okresu "fordyzmu" coraz bardziej rozchodzi się z oczekiwaniami konsumentów. Efektywność eknomiczna tej formy handlu polega na jednolitym traktowaniu klientów, podczas gdy konsumenci domagają się bardziej indywidualnego sposobu zaspokajania ich potrzeb. Możliwe jest to właśnie przez wyspecjalizowany handel niszowy .
Do handlu niszowego należą np. odbywające się na ogół dwa razy w tygodniu targi we wszystkich dwudziestu paryskich dzielnicach. Targ rozpoczyna się ok. 9-tej i trwa zwykle do 13-tej. Specjalnie przystosowane ciężarówki wyposażone w urządzenia chłodnicze ustawiają się na ulicy i handlarze sprzedają świeże jarzyny, owoce, nabiał, wino, mięso, wiejski chleb, regionalne wędliny i inne produkty, których nie można spotka w hipermarketach. Jakość towaru i ceny przypominają raczej warszawską "Polną" i są oczywiście sporo wyższe niż w wielkich centrach handlowych, ale towar jest dostarczony niemal pod dom i zawsze najświeższy. Po zamknięciu targu przyjeżdżają śmieciarze i oczyszczają teren. O 15-tej nie ma już po nim śladu. Ta elastyczna forma handlu nie zajmuje na stałe terenu, jest estetyczna i higieniczna. Podobne targi odbywają się także w innych miastach Francji, a także np. we Włoszech.
Standard i funkcje ok. 50 warszawskich bazarów są oczywiście inne. Mają one w zasadzie charakter stały, zajmują na ogół drogie publiczne teren, na których stawia się byle jak sklecone stragany i budy. Jedynym w zasadzie bazarem, który spełnia współczesne wymogi jest hala targowa na Polnej i w pewnym stopniu Hala Mirowska, czy Kopińska, które są jednak raczej supermarketami.
Warszawskie, czy szerzej polskie bazary nie należą, jak w innych bogatszych krajach, do handlu niszowego, ale są głównym miejscem zaopatrzenia sporej części, przede wszystkim uboższych mieszkańców miast. Zamieszczone niżej tabele przedstawiają miejsca zakupów mieszkańców Warszawy, w zależności od ich poziomu zamożności. Jak widać im niższe zarobki tym większy udział bazaru jako miejsca zakupów.

Miejsca zakupów artykułów pierwszej potrzeby w %
Klasa zamożności
wysoka średnia niska ogółem
małe sklepy 92 67 73 77
targ (bazar) 15 28 38 27
supermarket 24 34 25 28
hipermarket 26 26 14 25
Źródło: B. Jałowiecki, 2000: Społeczna przestrzeń metropolii

Jeszcze bardziej widoczna jest różnica w przypadku zakupów odzieży, na

Miejsca zakupów odzieży w %
Klasa zamożności
wysoka średnia niska ogółem
w luksusowych butikach 33 5 3 14
w zwykłych sklepach 65 80 60 68
na bazarach 8 24 40 24
Źródło: B. Jałowiecki, 2000: Społeczna przestrzeń metropolii

bazarach zaopatruje się dwie piąte niezamożnych Warszawian i mniej niż co dziesiąty w kategorii najbardziej zamożnych, przy czym ten ostatni typ klienteli poszukuje na bazarach rzeczy oryginalnych, których trudno dostać nawet w luksusowych sklepach.
W przypadku artykułów spożywczych, nie jest to tylko kwestia cen, ponieważ te są na bazarach często wyższe niż w hipermarketach, ale przede wszystkim dostępności, korzystanie bowiem z placówek tego typu wymaga na ogół posiadania samochodu.
Jeden z wysokich urzędników warszawskiego magistratu tłumaczył mi niedawno, że nie jest on przeciw hipermarketom, ale przeciwko ich złej lokalizacji, ponieważ jego zdaniem placówki te powinny znajdować się poza miastem. Broniąc interesów drobnych kupców nie zauważył, że występuje przeciwko rzeszy konsumentów, ubogich mieszkańców miasta, dla których zakupy w hipermarkecie z powodu niższych niż gdzie indziej cen oraz licznych promocji sa pewną szansą niewielkie, ale zawsze, poprawy poziomu życia.
Polski bazar pełni także swoistą polityczną rolę. Sprzedający tam kupcy znają się nawzajem i łączą ich, niezależnie od istniejącej między nimi konkurencji, wspólne interesy. Istnieje więc dogodna płaszczyzna mobilizacji społecznej wtedy, kiedy interesy te zostają zagrożone. Przejawy tej mobilizacji w postaci różnego rodzaju protestów stają się wydarzeniem medialnym, a więc przyciągającym polityków, którzy przy okazji wygrywają własne interesy.
Bazar Różyckiego nie jest tylko zwykłym, jednym z pięćdziesięciu, warszawskich targowisk, ale miejscem szczególnym nie tylko ze względu na swoją długą już historię, ale przede wszystkim z uwagi na swój niezwykły niemal emblematyczny charakter, świadectwo warszawskiego folkloru miejskiego.
Bazar ten został założony w 1901 r. przez majętnego aptekarza Juliana Józefa Różyckiego, który między ul. Targową, Brzeską i Ząbkowską utworzył targowisko, a na administratora bazaru powołał Manesa Rybę, który kierował interesem prawie do wybuchu wojny. Po wojnie bazar został znacjonalizowany, a starania spadkobierców Juliana Różyckiego o odzyskanie choćby czasowe własności nie udały się. Bazarowi kupcy nie dali jednak za wygraną. Dzięki ich staraniom targowisko zostało szybko odbudowane i na powrót - jak za dawnych lat - kipiało życiem. W 1951 roku było na nim 1650 stoisk handlowych, a w 17 budkach rzeźnicy sprzedawali mięso i wędliny. Nie był to jednak koniec kłopotów. Czarne chmury zawisły nad bazarem po raz drugi w 1953 roku. Było już tak źle, że 30 czerwca tego roku większość kupców zlikwidowała stoiska. W ostatniej chwili stołeczni urzędnicy zdecydowali, że targowisko jednak zostanie na swoim miejscu.
Po raz trzeci losy bazaru ważyły się w 1972 roku, jednak i tym razem władze uznały, że jego istnienie jest konieczne, a przede wszystkim opłacalne. W czasach realnego socjalizmu bazar stał się enklawą przedsiębiorczości dla ludzi z handlowym zacięciem. Bardzo często zdarzało się, że dzieci kupców po ukończeniu wyższych uczelni - zamiast robić karierę na państwowych posadach - decydowały się na przejęcie rodzinnego kramu. Kwitł tu także czarny rynek. Jak ryby w wodzie czuli się tu doliniarze, cinkciarze, fałszerze dokumentów, paserzy, handlarze broni, złodzieje, stręczyciele, a nawet fachowcy od mokrej roboty. (...) Szczególną rolę odegrał "Różyc" - jak żartobliwie nazwali to targowisko Warszawiacy - w latach 80. Odbudowany po pożarze, który w 1980 roku strawił część budek, był największym targowiskiem we wschodniej Europie. Stał się stałym punktem turystyczno-handlowych wycieczek naszych sąsiadów z RWPG. Z za Bugu trafiał tu rosyjski kawior, futra i kożuchy. Z Węgier odblaskowe sznurowadła i opaski na włosy. Kupowało się tu także towar z Zachodu: włoskie bluzki i swetry, zegarki elektroniczne z Hongkongu czy przywożone z Turcji marmurkowe dżinsy i wzorzyste swetry. Najlepiej jednak szły męskie dżinsowe spodnie. Na tzw. niebieskiej alejce można było kupić szyte przez rodzimych rzemieślników "oryginalne" lewisy i wranglery. (...) Po przemianach ustrojowych w roku 1989 handel na bazarze zaczął stopniowo tracić impet. Różyckiemu wyrosła groźna konkurencja - działający na Stadionie Dziesięciolecia Jarmark Europa, nowoczesne hipermarkety i sklepy oferujące podobnie jak bazarowi kupcy tani towar dla niezamożnych ludzi.
Do 1991 r. administratorem bazaru było WSS Społem, a następnie w imieniu dzielnicy Praga-Północ - ZPTiK Bazary Praga. W 1997 r. ogłoszono przetarg na dzierżawę targowiska, jedynym kandydatem była Spółdzielnia Kupców Bazaru Różyckiego, która podpisała umowę na okres 30 lat zobowiązując się do wybudowania centrum handlowego. Między kupcami pojawiły się jednak spory przede wszystkim na tle finansowania i charakteru inwestycji. Część kupców postanowiła odłączyć się od Spółdzielni i powołać Stowarzyszenie Kupców Bazaru Różyckiego. Obie strony doprowadziły do konfliktu, który w 1999 r. i 2000 r. nabrał dramatycznego charakteru, odbywały się walki ochroniarzy, wzywano policję. W rezultacie z konfliktu tego wyszło zwycięsko Stowarzyszenie. Na tym problem się jednak nie zakończył, ponieważ do terenu tego zgłaszają pretensje spadkobiercy Juliana Różyckiego, którzy uzyskali już unieważnienie decyzji nacjonalizacyjnej z 1950 r.
W cytowanym artykule, który ukazał się z okazji 101 rocznicy powstania bazaru i wmurowania przy ul. Targowej stosownej tablicy można przeczytać: "Różyc świeci pustkami (...) Kupcy nie poddają się jednak, a obecne władze Pragi widzą w 101 - letnim bazarze coś więcej niż tylko opustoszały targ. Być może, gdy minie recesja, a "Jarmark Europa" po spełnieniu swojej dwuznacznej misji zostanie zamknięty, "Różyc" odzyska blask. Życzymy tego serdecznie temu najbardziej warszawskiemu z warszawskich bazarów."
Trudno oczywiście powiedzieć z całą pewnością jaki będzie los Bazaru Różyckiego i kto będzie ostatecznie właścicielem terenu, ze sporym jednak prawdopodobieństwem można stwierdzić, że dni bazarowego handlu w obecnje formie, nie tylko na "Różycu", ale w całej Warszawie są policzone. Jeżeli Bazar ma istnieć musi znaleźć sobie własną niszę. Handel standardowymi artykułami spożywczymi nie wytrzyma konkurencji sąsiedniego hipermarketu, który sprzedaje także tanią odzież i inne przemysłowe artykuły. Pewnych szans można szukać w budowie nowoczesnej hali targowej, w której handlowano by np. ekologiczną żywnością, ponieważ rynek takich towarów będzie się rozszerzał. Można też tam urządzić z prawdziwego zdarzenia targ staroci z elementami skansenu pokazującego folklor starej Pragi. Taki sposób zagospodarowania terenu byłby nie tylko atrakcyjny dla mieszkańców Warszawy i turystów, ale także stałby się wyrazem poszanowania tradycji w coraz bardziej nowoczesnym mieście.

Warszawa, lipiec 2002 r.

 
 

 

 

Strona główna